Dygowo. – Kolei zupełnie nie interesują mieszkania, które w końcu należą do nich. Gdyby przynajmniej materiały dali, to człowiek sam wyremontował – mówi Adam Malak,
który wraz z rodziną mieszka w budynku mieszkalnym, należącym do PKP. Budynek, przy ul. Kolejowej, należy do PKP. Obiekt straszy od lat. Zniszczone, spróchniałe deski, stanowiące jego elewację wyglądają tak, jakby za chwilę miały z niego odpaść. Korzystający z dziś już nieczynnej dworcowej poczekalni musieli zadzierać głowy wysoko do góry, aby upewnić się, że nie grozi im żadne niebezpieczeństwo. Drzwi wejściowe do budynku są tak nieszczelne, że o każdej porze roku hula przez nie wiatr. – Zanim się tu wprowadziliśmy z nieszczelnego dachu, wprost do korytarza padał deszcz. Zawsze stała tu kałuża – wskazuje mężczyzna. - To było straszne. Kupiłem deski, specjalistyczną folię i wspólnie z synami naprawiliśmy ten dach – opowiada Adam Malak. Ale w końcu on jako lokator wcale nie musiał tego robić. Budynek bowiem jest własnością PKP i to linie kolejowe powinny ponosić koszty napraw. – Ale kogo to obchodzi. Nie pamiętam, żeby kolej cokolwiek w obiekt zainwestowała. O, przepraszam. Trzydzieści lat temu wstawili mi okna – dodaje z uśmiechem brat pana Adama, który mieszka w tym samym budynku. Lokatorzy kolejowego mieszkania narzekają na wilgoć. Cóż z tego, że starają się je remontować, skoro po jakimś czasie na ścianach pojawiają się ciemne plamy wilgoci. – Wszystko przez zerwane rynny i stale zalewaną piwnicę. Pamiętam, że jak tu się wprowadziliśmy to spod podłogi w sypialni zaczęły nam wypełzać ślimaki – wspomina żona pana Adama. AB-W
Przeczytaj cały artykuł w Gazecie Kołobrzeskiej (Nr 7, z dnia 17 lutego)















Treści naruszające prawo, dobra osobiste i powszechnie uznawane za obraźliwe dla innych osób, będą usuwane
przez administratora.