Skargi bezdomnych dotyczące udzielanej im pomocy i zamknięcia tzw. ogrzewalni, wywołały burzliwą dyskusję. Wypowiadali się m.in. czytelnicy, przedstawiciele służb socjalnych i sami bezdomni.
Po opublikowaniu w Gazecie Kołobrzeskiej z 20 stycznia materiału „Bezdomni narzekają na opiekę”, dotyczącym zamknięcia z końcem grudnia tzw. ogrzewalni skontaktował się z nami Jerzy Celuch, który od kilku lat sam jest mieszkańcem schroniska dla bezdomnych. Działalność ogrzewalni finansowało miasto, dotychczas prowadziło ją Stowarzyszenie na Rzecz Osób Potrzebujących Pomocna Dłoń, które tym razem nie przystąpiło do konkursu ofert. Co było powodem? - Stowarzyszenie nie ma aktualnego numeru KRS, poza tym z funkcji zrezygnował prezes i część członków zarządu. Po wyborach nowego zarządu i uzupełnieniu dokumentacji chcemy wznowić, a nawet rozszerzyć działalność. Myślę, że stanie się to już w lutym – wyjaśnia członek zarządu Beata Bereda.
Obecnie pomieszczenia ogrzewalni remontuje miasto, powstaną tam mieszkania socjalne. Pan Jerzy, aby pomóc innym bezdomnym, zdecydował razem z dwoma innymi mieszkańcami schroniska, że poprowadzą jako wolontariusze ogrzewalnię w innym pomieszczeniu, udostępnionym przez MOPS. Mimo zapału, zrezygnowali po dwóch tygodniach. Dlaczego? - To miało być miejsce, gdzie po zamknięciu noclegowni można było schronić się przed deszczem, napić gorącej herbaty. Tymczasem większość, mimo zakazu w regulaminie przychodziła tu pod wpływem alkoholu, nawet nie ukrywali, że tu piją wódkę, były awantury, bójki. Udzielać pomocy należy tym, którzy na to zasługują, a nie alkoholikom, którzy nie chcą wyjść z z nałogu – uzasadnia swoją decyzję.
O to, czy należy udzielać pomocy bezdomnym, a przede wszystkim jak, zapytaliśmy samych bezdomnych. - Żebrzącym pod sklepem nigdy nie dawać pieniędzy, bo zdążysz się odwrócić, to kupi alkohol i datek natychmiast przepije. Jeśli skarży się na głód, kupić suchą bułkę, a najlepiej skierować do MOPS. Tam udzielą pomocy prawnej, skierują do psychologa, na odwyk - radzi bezdomny pan Andrzej, też mieszkaniec schroniska. Pesymistyczny jest fakt, że niewielu bezdomnym udało się zerwać z nałogiem, znaleźć pracę, mieszkanie, rozpocząć normalne życie. Pracownik schroniska, Karol Misztela, który jest tu wychowawcą od kilku lat, pamięta zaledwie jeden taki przypadek. Jolanta Wiatr
Czytaj więcej w Gazecie Kołobrzeskiej (Nr 4 z 27 stycznia)


















Komentarze